STRONA GŁÓWNA   
ŻYCIORYS        BYDGOSKI LOBBYSTA        PUBLIKACJE                  WYSTĄPIENIA        GALERIA        KONTAKT    

Biuro Senatora

Senator Jan Rulewski
Adres Biura Senatora
Biuro Senatorskie
ul. Gdańska 31/6a
85-005 Bydgoszcz
Tel.: (052) 345-58-06
e-mail: rulewski@janrulewski.pl


Godło Senatu RP


Aktualności
Archiwum
Życiorys

I. Dzieciństwo i młodość.
W rzeczywistości nie było inne niż tysięcy rówieśników urodzonych w Bydgoszczy na Szwederowie. Ojciec murarz, którego ciężka ręka wymuszała karność, ale zarazem wszczepiła odporność na trudy, szacunek dla pracy i nauki, która miała być alternatywą dla jego ciężkiego życia. Matka "przy mężu", jak wówczas z dumą podkreślano ale też praca przy deptanej maszynie do szycia, kolejkach za kaszą i mięsem, wychowywaniu dzieci. Dzieciństwo uprzyjemniali mi starszy brat Jerzy i siostra Daniela. Podobnie jak ja, uciekali do szkół przed ciężką pracą, co im się udało. świat przyjemnych wrażeń rozpościerał się na podwórku, które zastępowało stadion, polach i wzgórzach Szwederowa, zwłaszcza na "bizie''. W domu pozostawała budowa wież z klamerek lub gra w karty i rzucane pieniądze. Zabawa się skończyła, gdy pod przymusem posłano mnie aż na 7 lat do szkoły podstawowej. W międzyczasie po 3 latach nauki katechizmu wyświęcono mnie na chrześcijanina. Początkowo pilnego, później jednak wątpiącego, ale dalekiego od prostactwa ateizmu. Choć długo to trwało, jednak jako ponadprzeciętny, a nawet z nagrodami książkowymi, z żalem żegnałem się ze szwederowiacką ferajną. Ruszyłem dalej, tropem brata i siostry po fach czyli do Tech.Mech -Elektr. Na początku było źle, gdyż odpokutowywałem zaniżony poziom edukacyjny z proletariackiej szkoły podstawowej. Zamiłowanie do piłki nożnej pchnęło mnie do trampkarzy Polonii obok innych szwederowskich "lujów" Hańczaka i Nuncka. I Bydgoszcz miałaby w mojej osobie świetnego bramkarza, gdyby nie problemy salowe technikum i niemoc łączenia treningów z nauką. Wybrałem to pierwsze. A nawet się wyciągnąłem do czołówki. Zaś w historii sukces. Jako jedyny otrzymałem na świadectwie maturalnym piątkę od wymagającej prof. Sokołowskiej. Oczywiście niezasłużenie, gdyż za chaotyczną , dodajmy krytyczną , wiedzę o PRL-u. W rzeczywistości nie było inne niż tysięcy rówieśników urodzonych w Bydgoszczy na Szwederowie. Ojciec murarz, którego ciężka ręka wymuszała karność, ale zarazem wszczepiła odporność na trudy, szacunek dla pracy i nauki, która miała być alternatywą dla jego ciężkiego życia. Matka "przy mężu", jak wówczas z dumą podkreślano ale też praca przy deptanej maszynie do szycia, kolejkach za kaszą i mięsem, wychowywaniu dzieci. Dzieciństwo uprzyjemniali mi starszy brat Jerzy i siostra Daniela. Podobnie jak ja, uciekali do szkół przed ciężką pracą, co im się udało. świat przyjemnych wrażeń rozpościerał się na podwórku, które zastępowało stadion, polach i wzgórzach Szwederowa, zwłaszcza na "bizie''. W domu pozostawała budowa wież z klamerek lub gra w karty i rzucane pieniądze. Zabawa się skończyła, gdy pod przymusem posłano mnie aż na 7 lat do szkoły podstawowej. W międzyczasie po 3 latach nauki katechizmu wyświęcono mnie na chrześcijanina. Początkowo pilnego, później jednak wątpiącego, ale dalekiego od prostactwa ateizmu. Choć długo to trwało, jednak jako ponadprzeciętny, a nawet z nagrodami książkowymi, z żalem żegnałem się ze szwederowiacką ferajną. Ruszyłem dalej, tropem brata i siostry po fach czyli do Tech.Mech -Elektr. Na początku było źle, gdyż odpokutowywałem zaniżony poziom edukacyjny z proletariackiej szkoły podstawowej. Zamiłowanie do piłki nożnej pchnęło mnie do trampkarzy Polonii obok innych szwederowskich "lujów" Hańczaka i Nuncka. I Bydgoszcz miałaby w mojej osobie świetnego bramkarza, gdyby nie problemy salowe technikum i niemoc łączenia treningów z nauką. Wybrałem to pierwsze. A nawet się wyciągnąłem do czołówki. Zaś w historii sukces. Jako jedyny otrzymałem na świadectwie maturalnym piątkę od wymagającej prof. Sokołowskiej. Oczywiście niezasłużenie, gdyż za chaotyczną , dodajmy krytyczną , wiedzę o PRL-u.

II. Dojrzewanie.
Bieda pchnęła mnie na studia do Wojskowej Akademii Technicznej . Choć coś jeszcze ..…Co można skojarzyć z Wysockim rocznik 1831 r. Okazji i motywacji w Warszawie nie brakowało. Tu rozrabiali pisarze, na Powązkach otwierały się groby z zamordowanymi przez komunistów pilotami -zwycięzcami znad Anglii. Coraz dłużej skrzeczał Gomuła w radiu. Sypała się strona wschodnia od korupcji. Młode serce się wyrwało i.. nie pomaszerowało zbiórką na wybory. Pierwsze w życiu. Nie mogłem wybierać miedzy katami Fieldorfa, Ponurego, Pużaka. Radziecki generał w rosyjskim mundurze przy wtórze prawdziwych generałów nie dał mi szans. Wyrzucił za polityczną rozróbę. Mimo, że byłem tylko bombardierem podchorążym nie posłuchałem kolegium generalskiego. Poszedłem własną drogą. Dezercji. Niedługo, gdyż już po trzech miesiącach zawisłem na drutach, ale przed minami największego z obozów - socjalistycznego. I tylko nie rozumiałem, że miny i prąd w drutach odstraszał ludzi z obozu. Przejścia dla tłustych burżujów z zachodu były otwarte. Ta ucieczka w wolność kosztowała mnie 1400 dni za kratami, w tym i czeskimi. Jako rutyniarz, bez zbytniego zadęcia muszę przyznać, że wytrzymałem. Choć był moment, że w wyniku prowokacji - nie znam do dziś autorów - musiałem bronić swego życia przed „ charakternymi”. Udało się. Nawet wyszedłem na amnestię. Gdzieś z tyłu pozostała młodość, maturalna miłość, studencka przygoda.

III. Męskość.
W wieku 25 lat, w cerowanej koszuli, opuszczony przez przyjaciół, rozpocząłem życie mężczyzny. Obliczony był każdy dzień, wyliczone złotówki. Nie zapomniałem upokorzeń .Na razie walczyłem z komuną na froncie zawodowym. Dobry fachowiec, ale bezpartyjny mówiono. W międzyczasie studia zaoczne na bydgoskiej ATR .Udało się. Parę patentów. Mistrz Techniki Polskiej. Samochód i domek jako dodatkowa nagroda od życia. W Romecie, bo tam prowadziłem cichą wojnę z komuną wnet zostałem głównym specjalistą. Ale czujna i chytra bezpieka odkryła mnie. Specjalistą nie zostałem, gdyż odmówiłem współpracy. Na tamte i dzisiejsze pieniądze straciłem jeden domek. Ale zyskałem na rewolucyjnej czystości. Stałem się też związkowym Wallenrodem. Dzięki rozbudzonej załodze. Wiedziałem, że komuna źle skończy i wskoczyłem na motorower, tym razem z chorągiewkami w dniu 27 sierpnia rozpalając strajkiem największy zakład w województwie. Później jako kandydat sali awansowałem na główną siłę ekstremistyczną w PRL-u. Nawet kuranty moskiewskie jakby powtarzały moje imię. Zwłaszcza w czasie wydarzeń bydgoskich, gdzie przyznaję, że chodziło o dwie sprawy: krzywdę chłopów czyli prawdziwą solidarność ze słabymi i oczywiście o powrót do własności ziemi, rynku, choćby mięsnego. To wymuszała realizacja postulatów gdańskich. Kuranty wiedziały dlaczego grały. Póki co sowiecki prokurator pisał oskarżenia, na razie jednak w tajemnicy. Ale festiwal wolności trwał. Przynosił inne korzyści. Kochały nas dziewczyny, uwielbiali dorośli, nawet zdegradowani mężczyźni. Rodziły mi się dzieci. Nękająca wojna 1980/81 zabierała czas namiętności. Zrujnowała życie prywatne. I ja żegnałem się z jedną z moich kochanych dziewcząt. Akt oskarżenia zagrożeniem, minimum 10 lat więzienia wręczył nam Jaruzelski już 12 grudnia 81 roku. Ponieważ nie było szans obrony, a bydgoska Solidarność mnie nie odbiła z więzienia mogłem tylko mężnie zginąć. Bezradni w więziennych celach trwaliśmy, bo mieliśmy rację, mimo że lud jakby nas opuścił. Wielu na zawsze. Wierzyłem, że zwycięstwo jest pewne, tylko się trochę oddala. W więzieniu było ciekawie, głodówki (jedną z nich 21 dniową do dziś odczuwa moja potylica) przeplatane propozycjami azylu w Szwajcarii, a przede wszystkim oddech części narodu za murami więzienia na Mokotowie ponownie uczyniły je lekkim. lekkim. Jakoś mundurowi się opamiętali, genseki z Moskwy wstąpiły seriami do Hadesu, a ja tym razem po 800 dniach celi wyszedłem na wolność witany jak bohater.

IV.Męskość +.
Z mniejszą nadzieją niż dawniej, ale ze zrozumieniem i kalkulacją celów. Mniej krwawić i znów czekać na dogodny moment. Od siedzenia na bagnecie Jaruzelskiemu pękła wątroba, a jego janczarzy z opasłości i lenistwa już nie chcieli go słuchać a nas bić, a więc znowuż, tym razem z gronem kolegów z Famoru, Mebli, Solca i Bydgoszczy podnieśliśmy głowy. W międzyczasie, na wygnaniu w Kowalewie, ze wspaniałymi ludźmi żyłem. A nawet strajkowaliśmy. Większość wybrała jednak okrągły stół. My "honor Polaków". Ale zwycięstwo było udziałem wszystkich. Znowuż na czele Związku w regionie. Bardzo wyliniałego. Awans na wiceszefa krajówki, a tam już czekało polecenie udania się do sejmu. Po drodze nowy związek damsko-męski, tym razem trwały i owocny w parę udanych dzieciątek i pierwszego syna . Jeśli ktoś się zgubił to stan rodziny wynosi na ten dzień 4 córki i jeden Jan Paweł . To imię nie jest tylko na pamiątkę! W sejmie byłem długo, bo trzy kadencje. Podobno udanym posłem. W ostatniej kadencji pisałem samodzielnie ustawy. Jednocześnie nadal czułem się młody, bo wrażliwy i broniłem biednych . Odpokutowałem wysiadką z Unii Wolności, swoi z AWS- też mnie nie przyjęli. Oboje polegliśmy w wyborach 2001 roku. Po raz chyba siódmy musiałem urodzić się do życia. Tak, byłem biedny, gdyż po tylu latach więzienia i polityki stałem się jałowym inżynierem, bez pracy, z bezrobotną towarzyszką życia i dziećmi na utrzymaniu.

Zaparłem się jednak, nie skorzystałem z żadnych ofert pomocy, choć dwie były z……. SLD. Stworzyłem warsztat naprawy sprzętu biurowego, gdzie jestem mechanikiem, dyrektorem, kierowcą i WŁAśCICIELEM. O POLITYCE NIE ZAPOMNIAŁEM, CHOĆ PO WYBORCZYM NOKAUCIE BLIŻSZA STAŁA SIĘ ZASADA chcę, ale nie muszę. Razem z Bugajem, Romaszewskim, Niesiołowskim dopracowaliśmy się pomysłu na nową jakość partyjną, ale brakowało chętnych do działania. Kalendarz wyborczy wymusił, że jednak podjąłem kolejną próbę wadzenia się z Polską. Jako niezależny wystartowałem na nieco arystokratyczną funkcję niezależnego senatora. Nie po to, żeby być, ale po to by czegoś ważnego dokonać . Również po to, by teraz jako mężczyzna po raz pierwszy przemówić swoim głosem, być sobą. Bo takim było moje życiowe credo i to ono utrzymywało mnie i nadal utrzymuje w stanie równowagi psychicznej. Dzięki Bogu zdrowy jestem również na ciele. Męskość plus nie pozwala mi opuścić Solidarności, której jestem członkiem. Mam już wiele lat. Kiedy po raz pierwszy zamknęły się za mną więzienne bramy, to obawiałem się, że stanę się tak ponury jak mury więzienia, że zostanę całkiem wyprany z sentymentu. Dziś mogę stwierdzić, że nawet po tylu latach i przeżyciach nadal po głowie ćmi się jakby dumka o solidarności. Za kolejnym startem w wyborach przemawiała racja, będąca udziałem wielu Polaków POLITYKA JEST BARDZIEJ BRUDNA NIŻ BYŁA. Wygrałem.

Otrzymałem 142.054 głosy. W kategoriach sportowych, to bodajże najlepszy wynik w okręgu od pamiętnych pierwszych demokratycznych wyborów do Senatu I kadencji z 4 czerwca 1989 r. Wszystkim moim wyborcom, z całego mojego niepokornego serca, pokornie dziękuję.

Sprawując mandat senatora chcę dowieść , że moja odwaga, doświadczenie i zdolności, także mediacyjne zostaną spożytkowane właściwie. Będę starał się zapobiegać kolejnym stratom wynikającym z podziałów politycznych oraz gdzie tylko to będzie możliwe stwarzać impulsy do działania na rzecz rozwoju naszego regionu.

Senat - Izba Rozwagi stwarza takie możliwości. Pozwala także na aktywniejszą pracę dla Regionu i dla Bydgoszczy. Mojej kochanej Bydgoszczy. Mam zamiar pracować dla niej i dla bydgoszczan. Moim celem jest utrzymać kruchą równowagę pomiędzy czasem ciszej, a czasem głośniej walczącymi ze sobą największymi ośrodkami - Toruniem i Bydgoszczą, choć nie tylko pomiędzy nimi. Dobrym prawem każdego z miast i miasteczek, każdej wsi naszego województwa jest dostęp do unijnych pieniędzy i stwarzanie szans na rozwój. Ważne, aby nie cudzym kosztem.

Trzeba planować mądrze i wybiegać w przyszłość. Trzeba marzyć, ale wyborów dokonywać rozsądnych z pożytkiem dla wszystkich.

                                                                                    Jan Rulewski

Praca w Senacie
Interwencje
Rulewski pomógł

W wyniku rozmów, najpierw z Prezesem Zarządu Spółki Polskie Linie Kolejowe a następnie z Ministrem Infrastruktury Aleksandrem Gradem uznano racje Bydgoszczy jako siedziby Zakładu Spółki na Region Kujawsko-Pomorski. Za takim umiejscowieniem przemówiły oczywiste względy merytoryczne, o których pisała Komisja NSZZ "Solidarność" przy zakładzie. W związku z powyższym w nowym projekcie regulaminu już naniesiono zmianę.



Pan Mirosław Twaróg, wydawca redagowanego i drukowanego w Bydgoszczy czasopisma "POD WIATR" skierowanego do młodzieży i ukazującego się w najodleglejszych zakątkach kuli ziemskiej podziękował za przyznanie dotacji finansowej Senatu na cele wydawnicze. To wyjątkowe pismo wychodzi dzięki dotacjom Senatu już od wielu lat.

Praca dla regionu
Strona modyfikowana przez Z.U.I."ProgBit"