STRONA GŁÓWNA   
ŻYCIORYS        BYDGOSKI LOBBYSTA        PUBLIKACJE                  WYSTĄPIENIA        GALERIA        KONTAKT    

Biuro Senatora

Senator Jan Rulewski
Adres Biura Senatora
Biuro Senatorskie
ul. Gdańska 31/6a
85-005 Bydgoszcz
Tel.: (052) 345-58-06
e-mail: rulewski@janrulewski.pl


Godło Senatu RP


Aktualności
Archiwum
Wystąpienie na temat Umowy o stacjonowaniu wojsk amerykańskich w Polsce

Wystąpienie senatora podczas debaty nad ratyfikacją Umowy między RP, a USA o statusie sił zbrojnych na terytorium Polski oraz informacji Rządu o prezydencji szwedzkiej

Muszę się przyznać do osamotnienia, ale nie mogę się jemu poddać. Oto wraz z ratyfikacją umowy o wprowadzeniu do Polski, wprawdzie przyjacielskich, ale jednak obcych wojsk, zarówno w parlamencie jak i poza nim, nie toczyły się praktycznie żadne ważne debaty.
W tym czasie demokratyczne media poświęciły więcej uwagi menu restauracyjnemu w Pędzącym Króliku - niż nowej w stosunkach europejskich, znacznie ważniejszej dla Polski - karcie.
Oto w 17. rocznicę wyprowadzenia wojsk radzieckich z Polski, traktowanej jako koniec okupacji w Polsce, a zarazem jako kolejny wyłom w europejskiej żelaznej kurtynie, zaprosiliśmy przyjaciół do symbolicznego wprawdzie, ale jednak zauważalnego przez cały świat uczestnictwa wojska amerykańskich. Dodajmy, na czas nieokreślony.
Pozwolę sobie na wtręt, będący udziałem człowieka który kochał i kocha Amerykę, a to coś znacznie więcej niż lojalność lub wspólne interesy.
Otóż wraz z kolegami płakaliśmy, gdy osamotniona Ameryka opuszczała Południowy Wietnam, oddając pola barbarzyńcom Vietcongu. Mimo, że byliśmy chłopcami, już wówczas wiedzieliśmy więcej niż wytrawni politycy z Europy. Wiedzieliśmy, że imperium zła zwycięża, a nawet się wzmacnia przyjmując nie tylko rosyjskie wąsy.
Oczywiście, noszę w sobie inne znamiona amerykańskiej obecności w Polsce i na świecie. Wciąż widzę w Białym Domu świeczkę, zapaloną dla nas, internowanych w Strzebielinku.
Tak, wierzę w Amerykę, gdy walcząc niosła i niesie wolność innym. Gdy wymyślając Internet czy telewizję satelitarną buduje światową i wolną wioskę.
Ale, nie każda postać Ameryki spełnia te oczekiwania. Ameryka administracji prezydenta Busha, to porzucenie wartości na rzecz skuteczności.
W szczególności w Iraku, gdzie obiecane: wolność, dobrobyt, demokracja, jakże cenne dla każdego, sprowadzono do brudnej wojny przy pomocy płatnych najemników, ekscytujących pokazów medialnych, naruszania godności upokorzonych przeciwników, cenzury steków kłamstw o stabilizacji, tortur. Słowem, wbrew protestom szerokiej opinii publicznej doprowadzono do katastrofy cywilizacyjnej całego Narodu Irackiego.
Niestety, wciągnięto do tego również Polskę. Wszystkie ekipy polityczne a zwłaszcza prezydent Aleksander Kwaśniewski już upajali się paradą zwycięstwa w Bagdadzie. Mój bliski i znaczący kolega polityczny z Bydgoszczy obiecywał nawet pola naftowe w Mosulu. Poseł-minister Janusz Zemke, choć to cywil paradował w bojowym mundurze, wyborcom obiecując premie za produkcję bomb i min.
Na szczęście opuściliśmy Irak, choć przegrani, biedniejsi i potłuczeni wewnętrznie oraz dodajmy, ignorujący apele naszego Papieża. Wierzę, że nie powtórzy się to w Afganistanie, gdzie spełniamy funkcje w ramach zobowiązań NATO. Oby...
W okresie prezydentury Busha, Polska na własne życzenie przyjęła propozycję instalacji antyrakiet. Dziwna i niesprawdzona broń wywołała w Rosji histerię. Szwedzi, Słowacy i Ukraińcy poczuli się tym dotknięci. Słusznie, bo kto chce żyć u boku państwa frontowego lub w cieniu krążownika.
Wydaje mi się, iż hasło skuteczności, polegające na staniu u boku wielkiego mocarstwa, już na zawsze przebiło się do świadomości Polaków.
Uznaje się, iż antyrakiety to dodatkowa polisa bezpieczeństwa, w dodatku bezpłatna. Piszę te słowa mimo, że nie należę do bractwa białej flagi.
A to nieprawda. Już płacimy, gdy Rosjanie z natowskimi Niemcami prowadzą gazociąg poza Polską. Skromnie biorąc to utrata 1 mld zł. Mówi się, że antyrakiety nic nie kosztują. Ale ich zabezpieczenie wywiadowcze i ewentualne napięcia będą kosztowały. Nikt też nie mówi o utraconych korzyściach. Pomijam już to, o co walczy część Europy, w tym Polska –mianowicie bezpieczeństwo energetyczne. Brakuje mi w bilansie utraconych zysków, jakie Polska uzyskałaby z otwarcia na Wschód, budując filozofię państwa sąsiedzkiego. Oblicza się, że tylko z samego otwarcia granic na zachód PKB w Polsce wzrosło o 12 %. 150 $ dla każdego Polaka. Niechby sąsiedztwo z Rosją dało 1/3 tego, to byłoby to co roku 50 $ .
Tyle nas Polaków kosztuje wygodnictwo polityków porażonych serwilizmem politycznym wobec Ameryki. A przecież :
- większość z nas biła się o traktat lizboński w poczuciu wzmocnienia europejskiego bezpieczeństwa;
- wcześniej uważaliśmy, że NATO, inwestycje kapitałowe są najlepsza polisą bezpieczeństwa dla Polski;
- w Szczecinie funkcjonuje Europejski Korpus Bezpieczeństwa. Mówi się o poszerzeniu sił operacyjnych;
- buduje się europejskie myśliwce transportowce, śmigłowce, rakiety balistyczne;
- zapomina się, że podatnik amerykański nie chce płacić na bogatą Europę, zwłaszcza gdy doskwiera mu kryzys.
Wreszcie najważniejsze. Każdy amerykański prezydent stoi na straży bezpieczeństwa USA, gdyż tego właśnie żąda amerykański podatnik.
Może się zatem zdarzyć niespójność polskich i amerykańskich interesów. Zwłaszcza, gdy interesom światowego mocarstwa staną na wskroś problemy Polski.
Tę jałtańską lekcję zresztą już przerobiliśmy. A antyrakiety właśnie temu służą. Dzisiaj instalowane dla rozszerzenia linii obrony Ameryki, jutro w obliczu innych układów z Rosją mogą być demontowane. Ale czy demontaż żelastwa i elektroniki przywróci dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją?!
Trzeba tez pamiętać, że po obaleniu muru berlińskiego i implozji imperium rosyjskiego Europa chwyciła rozwojowy oddech. Odbudowuje zaplecze surowcowe, zerwane więzi i prawie cała układa sobie stosunki handlowe z Rosją. Polska jest hamulcowym tego procesu, a jej polityka niezrozumiała. A Rosjanie, chyba dlatego właśnie zepchnęli nas na bocznicę.
A przecież Polska ma wszelkie warunki, wydaje się nawet, że o to bili się nasi ojcowie i dziadowie byśmy przestali wreszcie płacić krwią i pieniędzmi za filozofię państwa frontowego, kolejną wersję przedmurza chrześcijaństwa.
Moim pragnieniem i przekonaniem jest miejsce Polski jako łącznika Europy !
Tak się stało, że jednocześnie minister Mkołaj Dowgielewicz omawiał prezydencję szwedzką. Na moje pytanie o poruszane tam sprawy bezpieczeństwa europejskiego odrzekł, że Szwecji - państwu nie przynależącemu do NATO - nie wypada o tym mówić. A więc to jest Szwedzka racja stanu, a więc to jest ich polityka obronna. Bez obcych baz, ale z czułymi słówkami. Na Szwecji skończę, gdyż stamtąd blisko do Finlandii gdzie jeszcze taniej i lepiej rozwiązują obecność wielkiego i groźnego sąsiada.

Warszawa, Senat 17.02.2010 r.





Oświadczenie Senatora Jana Rulewskiego wygłoszone w Senacie

Niniejsze oświadczenie kieruję do ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego

Powodem dla którego je składam są między innymi okoliczności zamieszczenia w Super Expressie barwnej publikacji dotyczącej senatora Krzysztofa Piesiewicza i później wielokrotnie powielonej przez inne media.
Wielu obywateli, w tym i mnie oburza fakt, że powstała ona w następstwie swoistego porozumienia między ściganymi przez prokuratora szantażystami, a legalnym i znaczącym wydawnictwem. Dodajmy w momencie, gdy inne gazety i media odmówiły kupna tych materiałów oraz ich publikacji, kierując się zapewne zasadą przestrzegania prawa oraz etyki dziennikarskiej. Niektórzy z moich rozmówców posunęli się dalej wskazując, że mamy do czynienia w istocie z paserstwem. Nadto gazeta posłużyła szantażystom za masową i dogodną tablicę ogłoszeń informującą o dokonaniu zemsty na ofierze szantażu.
Uważam, że takim działaniem, nie mieszczącym się w wartościach demokratycznego państwa naruszono podstawowe zasady praworządności.
Pragnę zaznaczyć, że opowiadam się za wolnością prasy, wolnością wyrażania poglądów , za prawem pozyskiwania i rozpowszechniania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne lub powszechnie znanych.
Ale trzeba mieć na równi prawo do prywatności osób publicznych. Także prawo prasowe, które nakłada na dziennikarzy obowiązek kierowania się interesem społecznym i rzetelnym informowaniem opinii publicznej. Inne normy prawne i etyczne zakazują aby w procesie komunikacji społecznej wysługiwano się światem przestępczym, .Tak samo za niegodne uważam publikacje, których głównym celem jest czerpanie zysków lub sławy kosztem ograbiania obywateli z ich praw do prywatności, godności, choćby to byli nawet pospolici przestępcy.
Na kanwie sprawy senatora Krzysztofa Piesiewicza rysuje się zagadnienie granic wolności wypowiedzi. Wartość ta nie jest wartością absolutną i w porządku prawnym demokratycznego prawa podlega ograniczeniom. Media w ramach tego mogą spełniać doniosłą rolę społeczną.
Jednakże od dłuższego czasu dostrzegam jak wzrasta liczba spraw sądowych spraw ,w których osoby publiczne lub powszechnie znane zmuszone są bronić się w długotrwałych i kosztownych procesach przed oskarżeniami medialnymi, przed naruszaniem sfery prywatności, a nawet osobistej godności. Wystarczy tu przywołać sprawy takie znane jak Romualda Szeremetiewa, Andrzeja Kerna, Edyty Górniak , Cezarego Pazury, Joanny Brodzik, Włodzimierza Cimoszewicza, czy Jana Kulczyka. Warto pamiętać też o szeregu innych podobnych spraw o mniejszej nośności medialnej.
Uwadze Pana Ministra polecam zastanowienie się, jak dalece tego typu działalność zagraża funkcjonowaniu: społeczeństwa otwartego w Polsce, autentycznej demokracji, ochrony prywatności .
W związku z powyższym zwracam się do Pana Ministra z pytaniem; jakie zamierza podjąć działania w celu zmiany tego stanu rzeczy ?

Warszawa,17.12.2009 r. Jan Rulewski - senator



PS. Oświadczenie w żadnej mierze nie jest obroną Krzysztofa Piesiewicza. Uważam, na podstawie posiadanej wiedzy, że naruszył zasady prawa. Zawiódł jako prawnik i członek senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. Przede wszystkim swoich wyborców. Ale dodajmy też, że to nie przeważa szali na wadze wieloletnich i ofiarnych zmagań na rzecz wolności w Polsce, dokonań intelektualnych i artystycznych.
Jan Rulewski


Odpowiedź Ministra Sprawiedliwości - krótki komentarz

Na ręce Marszałka Senatu Bogdana Borusewicza w odpowiedzi na oświadczenie Senatora, wpłynęło pismo Ministra Sprawiedliwości z dnia 23 stycznia 2010 r.
Pismo podpisane przez Prokurator Krajowego Pana Edwarda Zalewskiego zawiera informację o tym, iż Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga prowadzi postępowanie karne przeciwko trzem osobom podejrzanym o szantaż wobec Krzysztofa Piesiewicza, tj. o przestępstwo z art. 191 § 1 k.k oraz, że z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, iż dwie z tych osób usiłowały sprzedać nagrania, które posłużyły do szantażu Krzysztofa Piesiewicza redakcjom telewizji "Polsat" " Rzeczpospolitej" oraz "NIE".
Te same materiały zostały przekazane gazecie "Super Express" przez nieujawnioną w publikacjach Gazety osobę, przy czym zdaniem prokuratury nie można wykluczyć, że osobą tą była jedna z podejrzanych.
W dalszej części pisma Pan Minister nie podzielił zawartej w Oświadczeniu Senatora sugestii, jakoby publikacje w "Super Expressie" oraz na stronach internetowych tej Gazety zostały zamieszczone w następstwie "swoistego porozumienia między ściganymi przez prokuratora szantażystami a legalnym i znaczącym wydawnictwem" i - jak to ujął Senator - stanowiły paserstwo.
Z taką marginalizacją zachowania wydawcy Gazety przez Prokuratora Generalnego, pomimo tego, iż jak sam Prokurator podkreśla było ono wysoce naganne, senator absolutnie się nie zgadza.
Uważa także przywołaną w piśmie regulację polegającą na penalizacji od 8 czerwca 2010 r. zachowań polegających na rozpowszechnianiu wizerunku nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej bez jej zgody ( dodany w kodeksie karnym art. 191a ), w dobie medialnej pogoni za sensacją i co z tym się wiąże pogonią za zyskiem, za absolutnie niewystarczającą
Czy Krzysztof Piesiewicz, jeśli przepis ten obowiązywałby wcześniej, mógłby liczyć na ochronę państwa i ściganie wydawcy Gazety przez prokuraturę.?
Senatorowi wydaje się to mocno wątpliwe. Które bowiem z zachowań Piesiewicza można uznać za czynność seksualną.
Została wyrządzona przez media krzywda, której naprawienia ofiara sama będzie musiała dochodzić.
A nie o to Senatorowi Rulewskiemu w złożonym przez niego Oświadczeniu chodziło.

Biuro Senatora, 15 luty 2010 r.





Wystąpienie na konferencji „Stop dla handlu w niedzielę”

Domyślam się, że pretekstem do zaproszenia w dzisiejszej debacie nad wolnymi niedzielami jest udział ,mój udział ,w zmaganiach Solidarności na rzecz wprowadzenia wolnych sobót dla pracowników w ówczesnej gospodarce socjalistycznej. Powtarzam chodziło wówczas nie tylko o 40 godzinny tydzień pracy ale o wolne soboty jako platformy dla samorealizacji człowieka w życiu rodzinnym, uczestnictwie w kulturze ,samokształceniu. Szanse walki były wyrównane .Dla mnie czynnikiem rozstrzygającym stało się to ostatnie odwołujące się do godności życia rodzinnego Władza była temu zdecydowanie przeciwna posługując się argumentacją efektywności gospodarczej ,która określał centralny planista. Tak, socjalizm źródło swej ekspansji dopatrywał w zaborze czasu swych podwładnych .Dzisiaj w warunkach rynkowej gospodarki, wolnej czas pracy pozostaje również przedmiotem kolonializacji. Szczególnie dotyczy to niedziel jako ostatniej rezerwy czasowej pozostającej w dyspozycji człowieka. O ile socjalistyczny planista powoływał się na potrzeby abstrakcyjnego planu i zwycięstwa socjalizmu na świecie. to współcześni właściciele i menadżerowie czerpią mandat do swej ekspansji powołując się na zasady konkurencji a cała filozofię pracy z człowiekiem w centrum redukują do kosztów ,raczej ich zmniejszenia czyli prostego wydłużenia czasu pracy.
Miejscem konfrontacji jest praca w niedzielę handlu .gdzie ma miejsce podział obywatela na pracownika i konsumenta. Praw konsumenta do nieograniczonych możliwości zakupu przeciwstawia się roszczeni0m pracowników ,związkowców do godnego świętowania w niedzielę. Uzasadnieniem bywa potrzeba zachowania miejsca pracy, efektywność gospodarcza, warunki konkurencji. Zwłaszcza z racji jak wyżej dodatkowe miejsca pracy oceniane na Polsce na 40 tys. są argumentem przytłaczającym Jest to fałszywa teza zakładającą jakoby z racji zakupów w niedzielę tworzyła się nowa wartość dodana ,inwestycja uruchamiająca nowe miejsca pracy. Prawda zaś jest taka ,że ilość środków pieniężnych w zasobach klientów pozostaje w danym czasie niezmienna i jakiekolwiek wydłużanie czasu pracy handlu jego nie powiększy. Choć prawdą jest, że uczyni dla niektórych handel bardziej przyjazny. Zagrożeń przybywa. Stanowi ja m.in. telepraca ,w tym oparta na sprzedaży internetowej. Ten wspaniały wynalazek ludzkości bywa również przedmiotem kolonializacji głównych graczy na rynku. Z tym ,że mamy tutaj do czynienia nie tylko z podbojem miejsca zamieszkania ale i niekontrolowanej przez jakiekolwiek czynniki w tym państwowe warunków pracy. Zatem mamy do czynienia z naruszeniem zarówno prawa do świątecznego wypoczynku ale i prywatności miejsca zamieszkania.
Wprawdzie odbywa się to wszystko w otoczce przestrzegania praw człowieka niemniej jednak przymus ekonomiczny ,niekontrolowane środowisko pracy podobnie jak to miało miejsce w okresie państwa komunistycznego przeciwstawiają gospodarkę rynkową pracownikowi. Wprawdzie nie dochodzi do masowych wystąpień protestów .ale odbija się to w powstawaniu sytuacji stresowych ,spadku zdrowotności czy nadużywaniu obowiązującego prawa. W tym miejscu przypomnijmy brzmienie art. 66 konstytucji ,który w powiązaniu z kodeksem pracy w gruncie rzeczy zakazuje pracy w niedzielę i święta z oczywistymi wyjątkami , które w liczbie 10 obowiązują w Polsce.
Zmarły przed laty filozof i etyk solidarności Ks .prof. J.Tischner nawoływał już w 1980 aby równocześnie z protestem uruchomić prace nad pracą gdyż nie każda praca jest sensowna, zwłaszcza ta ,która jak rozmowa oparta na kłamstwie nie służy rozmowie, tak praca oparta na fałszywych przesłankach /taką jest uznawanie niedzieli jak zwykłego dnia /nie służy dialogowi społecznemu. W większości nowopowstałych po rozpadzie komunizmu gospodarek rynkowych przyjęto zasady społecznej gospodarki rynkowej a w niej zasady dialogu społecznego. W Polsce minimalne gdyż głównie dotyczą płacy minimalnej ,opinii do budżetu. Na uboczu pozostają sprawy jakości pracy czasami tożsame z jakością życia .Czas powiększyć pole dialogu w tym o jakość pracy setek tysięcy pracowników na ogół kobiet ,naszych żon, córek ,dzieci. Może włączą się do tego dialogu organizacje równego strzegące równych praw kobiet i mężczyzn., które dziś koncentrującą się na seksualności! W polu pozostawiają m.in. takie fakty ,że zatrudnione w wielkich sieciach kasjerki przerzucają przy kasowaniu ponad 8 ton towarów. Na zapleczu znacznie więcej.

Warszawa,15.09.2009
Jan Rulewski
Senator RP



Praca w Senacie
Interwencje
Rulewski pomógł

W wyniku rozmów, najpierw z Prezesem Zarządu Spółki Polskie Linie Kolejowe a następnie z Ministrem Infrastruktury Aleksandrem Gradem uznano racje Bydgoszczy jako siedziby Zakładu Spółki na Region Kujawsko-Pomorski. Za takim umiejscowieniem przemówiły oczywiste względy merytoryczne, o których pisała Komisja NSZZ "Solidarność" przy zakładzie. W związku z powyższym w nowym projekcie regulaminu już naniesiono zmianę.



Pan Mirosław Twaróg, wydawca redagowanego i drukowanego w Bydgoszczy czasopisma "POD WIATR" skierowanego do młodzieży i ukazującego się w najodleglejszych zakątkach kuli ziemskiej podziękował za przyznanie dotacji finansowej Senatu na cele wydawnicze. To wyjątkowe pismo wychodzi dzięki dotacjom Senatu już od wielu lat.

Praca dla regionu
Strona modyfikowana przez Z.U.I."ProgBit"