Ustawa o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych w Senacie
Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
Panie Ministrze, po pierwsze, poprawka do ustawy, poprawka dotycząca samozatrudnionych, wyraźnie mówi, że – proszę ją przeczytać – ona wejdzie w życie od 1 stycznia 2013 r. To oznacza, że do końca przyszłego roku obowiązuje zasada sześcioprocentowej składki. Nawet gdyby pan ją skreślił, to można nadinterpretować, że skoro wprowadza się nowy zapis, to oczywiście robi się to z myślą o wyłączeniu tej grupy.
Zarzut dotyczący naruszenia zasady – powtarzam: zasady – ustawy o systemie społecznym jest w ogóle chybiony, bo, Panie Ministrze, ja nikogo nie wykluczam z tej ustawy, ani żadnej grupy, ani żadnej osoby. Ja powiadam, że oni też mają się zastosować do tej zasady, tylko z różnych względów – a wiadomo, że względy mogą być różne, pan, rząd też stosuje taką technikę, kiedy czasem nie zdąży czegoś zrobić lub nie może czegoś zrobić ze względów konstytucyjnych – przełożyłbym ten termin na dzień 1 stycznia 2013 r.
I panu, Panie Ministrze, też jest wiadomo, że w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych wprowadzono wyjątek w stosunku do osób podejmujących działalność gospodarczą po raz pierwszy lub po raz pierwszy od pięciu lat. Nie wprowadzono go w stosunku do wszystkich, tylko w stosunku do podejmujących działalność gospodarczą, a więc ten zbiór, o którym mówię, jest koherentny, bo dotyczy działalności gospodarczej. Wyjątek polega na tym, że osoby te płacą składkę w wysokości 30% minimalnego wynagrodzenia. I słusznie. Oczywiście dotyczy to tylko okresu dwudziestu czterech miesięcy – tak przynajmniej jest zapisane w ustawie i w każdym pouczeniu zamieszczonym w decyzji ZUS. Tak więc wprowadzono wyjątek. Skoro można komuś pomóc, to, jak myślę, można to również zrobić, odkładając coś w czasie, i w legislacji nie jest to traktowane jako sposób na wyróżnianie czy podkreślenie. No ale przechodzę do istoty rzeczy – może później będziemy jeszcze sobie o tym rozmawiać.
Wysoka Izbo! Podczas praca nad tą ustawą moją uwagę zwróciły trzy elementy. Zacznę od siebie, ale to nie jest zarozumialstwo. Przez cztery lata w tej Wysokiej Izbie polemizowałem szczególnie z opinią PiS, z opinią pani minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, jakoby łańcuch udogodnień, zwany umownie klinem… jakoby główną przeszkodą w rozwoju gospodarczym był klin wynikający z pozapłacowych kosztów produkcji.
Dziś w świetle tego, co powiedział premier Tusk – a o tym za chwilę – i danych statystycznych potwierdzonych przez GUS, okazuje się, że klin ten miał podwójne ostrze. On rzeczywiście obniżał koszty produkcji – można nawet przyjąć, żeby nie być złośliwym, że przyczynił się do wzrostu aktywności gospodarczej, a co za tym idzie, do zmniejszenia bezrobocia, jednak bardziej przekonuje mnie racja rządu, który powiada, że ten klin wbił się w deficyt budżetowy. Ze statystyką również mógłbym polemizować, ale klin niewątpliwie wbił się w budżet. A pamiętam, że według pani minister Gilowskiej, miał on za zadanie nie tylko pobudzić wzrost gospodarczy, ale miał również przysporzyć dochodów do budżetu, bo większa aktywność to większe środki do budżetu.
Dlaczego więc z tym polemizowałem? Nie była to jedyna inicjatywa gwałtownej, ale rozłożonej na raty, obniżki kosztów – przypomnijmy zwolnienie od spadków i darowizn, przypomnijmy prorodzinne ulgi podatkowe i parę chyba jeszcze innych spraw. I jeśli nie ja mam być oskarżycielem, to muszę zacytować nieobecnego posła Cymańskiego, który powiedział, że ten klin był w gruncie rzeczy, że tak powiem, sepsą liberalną, czyli służył wzbogacaniu się bogatych i pozostawieniu budżetu i pozostałych obywateli biednymi.
Pan premier Tusk powiedział, że klin nie spowodował tego, że przeznaczono większe środki na inwestycje i podał dokładną liczbę, może przytoczę: uzyskano 66 miliardów oszczędności, jeśli nie liczyć pieniędzy, które odpłynęły za granicę do rajów podatkowych, w porównaniu do 51 miliardów zł, które były w poprzednim okresie. Klin nie służył zatem celom inwestycyjnym. Rocznik Statystyczny potwierdza, że w okresie obowiązywania tego klina dynamika wzrostu inwestycji spadła. I gdyby nie fundusze europejskie, to, jak podejrzewam, wynik byłby jeszcze gorszy. Moje obserwacje też to potwierdzają.
W gruncie rzeczy przywileje spadły na… To znaczy, że koszty pokryli ludzie biedniejsi. Prawdą jest to, że setki tysięcy podatników posiadających jedno, dwoje, a przede wszystkim więcej niż dwoje dzieci – a ich sprawę podkreśla konstytucja – nie mogły skorzystać z ulgi podatkowej ze względu na brak mięsa podatkowego, tak to nazwę, to moje określenie, przepraszam za felietonowość. I żeby już na tym skończyć, powiem, że w przypadku, gdy nie mamy pewności co do prognozy dotyczącej dalszych ulg, dalszego rozdawnictwa pieniędzy, słuszne są działania rządu, które ratują dobro wspólne, a tym dobrem wspólnym – i PiS nie zamierza chyba tego kwestionować – jest właśnie wspólny budżet całego państwa, państwa, które służy wszystkim, czyli i przedsiębiorcom, i samozatrudnionym.
Proszę państwa, drugim przedmiotem mojego wystąpienia jest to, co nasz kolega, wicemarszałek Senatu, uznany między innymi za jego pracowitość w zakresie gospodarki, senator Wyrowiński wygłosił 20 grudnia tego roku na spotkaniu z przedsiębiorcami. Otóż powiedział on, że Senat będzie bronił mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw i będzie usuwał przeszkody. Dlaczego tak powiedział? Powiedział tak dlatego, że to oni tworzą połowę produktu globalnego brutto. Myślę, że był to skrót, w którym chodziło o to, że one to robią w sposób bezinwestycyjny. I to jest racja ekonomiczna, powód do tego, żeby przynajmniej spojrzeć na tych ludzi. Jest również reakcja społeczna.
Skoro już zrezygnowaliśmy – co jest dyskusyjne – z choćby minimalnego podwyższania składki dla pracowników, choćby ze wskazania, że oni też korzystali z dobroci rządu Kaczyńskiego, to ich status, jak powiedziałem wcześniej, jest podobny lub taki sam, a status niektórych znaczących grup jest nawet gorszy. I ten łamiący zasady systemowe przywilej dotyczący składki wprowadzono, Panie Ministrze, po to, żeby oni tej działalności nie podejmowali. I to jest bardzo dobre rozwiązanie, rozwiązanie, które trzeba poszerzać.
Proszę sobie wyobrazić, że wszyscy jesteśmy na samozatrudnieniu. To oznacza, że praktycznie nie wiemy, co to jest chorobowe, nie wiemy, co to urlopy, co to… A jeśli chodzi o system emerytalny, to będzie on zbliżony do pomysłu pana już na szczęście byłej przełożonej, będzie to tylko jakaś obywatelska emerytura, a więc nie będzie deficytu. Bo skoro płaci się składkę od poziomu 60% przeciętnego wynagrodzenia, to jest to emerytura obywatelska. To są oczywiście fantazje, bo, jak myślę, nie do tego będziemy zmierzać, ale prawdą jest to, że ten w sposób wykazuję, że osoby na samozatrudnieniu staną się w gruncie rzeczy donatorami systemu ubezpieczeniowego.
Warto też pamiętać o tym, że osoby te rzeczywiście korzystały ze szczególnego przywileju, który już nie dotyczył ubezpieczeń, i podczas zakupu samochodu, jeśli byli vatowcami, mogli zostać zwolnieni z opłacania składki, przepraszam, podatku VAT. W zeszłym roku tę możliwość oczywiście już zabrano. A czasem chodziło o 60% majątku danej firmy. A właściwie to muszą utrzymywać samochód na równych zasadach, bo jeśli to się…
Panie Ministrze! Panie Marszałku! Jeśli to się wszystko złoży, to konieczne będzie – tak uważam – w imię poprawności ekonomicznej, sprawiedliwości społecznej, wyłączenie przynajmniej na rok tej podpory gospodarki rynkowej z reżimu podnoszenia składki. Przyjmuję argumenty rządu, który powiedział, że w tym czasie powinno się doprowadzić do tożsamości wielkości składki płaconej na fundusz rentowy i otrzymywanych za nią środków.
I z tej racji polecam Wysokiej Izbie dwie poprawki. Pierwsza, dalej idąca, zwalnia z podwyżki składki rentowej zarówno tego samozatrudnionego, czyli tego, kto nie zatrudnienia pracowników, jak i członków jego rodziny. Druga zwalnia tylko samozatrudnionego, z tego względu, że tamta druga osoba, mąż czy żona, też może podjąć działalność gospodarczą. Dziękuję, Panie Marszałku.











